Menu

Do świątyni bez butów

Rozmowa z Ewą Ciepielewską

Z najbardziej znaną w Polsce miłośniczką i propagatorką Wisły, malarką corocznie pływającą od Krakowa do Gdańska i z powrotem Flisem Królewskim, organizatorką plenerów na wodzie i znawczynią rzek Europy - rozmawia Jacek Kiełpiński

 

Mówią o Tobie, wskazując dyskretnie palcami, to jest ta Ciepielewska, ta od Wisły. O co chodzi z tą rzeką?

To jest po prostu inna planeta. Wypływasz na Wisłę i... Różne takie bon moty mi przychodziły do głowy, na przykład, że Wisła to jest najlepsze SPA, bo się zaczęłam kąpać w Wiśle i jak telewizja ze mną rozmawiała, to ciągle wracała do tego tematu: jak to się pani w niej kąpie?

 

Kiedy to było?

W 2010 roku. Jeszcze wtedy plaży wiślanych w Warszawie nie było. Tylko pojedyncze osoby chodziły nad Wisłę w tych celach. Oczywiście, nie wszędzie nad Wisłę. Były miejsca, gdzie fajnie się kąpać w Wiśle i gdzie raczej nie. Albo inny bon mot, że z Wisły roztacza się nowa perspektywa na Polskę. A to prawda.

 

Kiedy pierwszy raz płynęłaś Wisłą?

Z Jarkiem Kałużą w 2008 roku. Takimi galarkami pływaliśmy wówczas, jakie budują w Ulanowie. Mają zaledwie 7 metrów długości i 2,7 szerokości. A na nie ładowało się do 14 osób i to z bagażami. Od razu Flisem Królewskim to nazywano. Sam Jarek zaczął wcześniej, w 2006 roku z National Geografic na łodzi. Jarek Kałuża to inicjator tego ruchu. Bezsprzecznie.

 

A na co dzień zajmuje się starymi książkami...

Wpadł, jak to on, na jakiś reprint. O, już sobie przypominam. Jakub Bojko "Flis do trzeciego króla". Rzecz z czasów zaborów, Wisła podzielona na trzy królestwa i flis przez te wszystkie królestwa, do trzeciego króla, czyli trzeciego, pruskiego zaboru. Jakub Bojko opisał spływ na początku wieku z Opatowca do Torunia. Wyszedł z biedy wsi małopolskiej, potem był posłem Stronnictwa Ludowego. Kałuża to przeczytał i chciał przeżyć podobne przygody. Wcześniej, w 1996 roku, przepłynęła Wisłą tratwa z Ulanowa. Ale środowisko retmanów z Krakowem, gdzie żyje Kałuża, nie było związane.

 

Wcześniej był Gąsowski, który w 1995 przepłynął z Krakowa do Orleanu.

O, tak. To był zasadniczy początek... I w 2015 roku, 20 lat później, choć to nie było jakoś zaplanowane, przepłynęliśmy łodziami z Polski do Orleanu na Festiwal Loary. Płynęłam cięgiem bite dwa i pół miesiąca. Inni się zmieniali, ja jak już zaczęłam, tak skończyłam na galarze. Wiedzieliśmy, że jak Odrę przekroczymy, wpłyniemy do Berlina, to już odwrotu nie ma, trzeba płynąć dalej i już.

 

Jak się pływa na zachodzie?

Pływanie po kanałach jest po prostu nudne. Krótko mówiąc, najfajniej pływa się w Polsce. Bardzo swobodnie, piękna rzeka, wolna. A tam cięgle kanał. Larseny po obu stronach, nawet zejść dla zwierząt nie ma. Wiele razy zwłoki widać przy brzegu, bo nie mógł wejść ten zwierz... No i 160 śluz. Kanały mają po 150 lat, robią wrażenie. Tam jest to wszystko użyteczne, ale raczej brzydkie i nudne, a u nas jest może i nieużyteczne, ale piękne. I z wielkimi możliwościami. Przy niewielkim nakładzie - tu pogłębianie, tam regulowanie, naprawianie główek można w Polsce zrobić szlak dla łodzi i stateczków o średnim zanurzeniu. Wydaje się to dość proste i tanie w porównaniu z tym, co tam z rzekami zrobiono. Wisła tak wiele się nie zmieniła od czasów, gdy pływano nią sporymi jednostkami.

 

Ciągle pokutuje przesąd, że Wisła to niebezpieczny, brudny ściek.

To już dawno tak nie jest. W 2008, 2009 roku okazało się, że woda sama się oczyszcza. Gdy z Przemszy nie schodzą ścieki, bios się naprawia. A potencjał natury jest przecież niespożyty. Szkoda, że gdy zaczęto dużo mówić o Wiśle, zaczęto też ją grodzić, jak nigdy wcześniej. Przykładem Kozienice i Połaniec. Ten próg z larsenów w Kozienicach jest niebezpieczny dla pływających rzeką, a zrazem nietrwały, bo pochód lodu może go znieść. Bramka, jedyny przepływ, ma ok. 10 metrów szerokości. Wali tamtędy cała Wisła. Łatwo sobie wyobrazić, jak tam ciągnie i co się może zdarzyć, gdy przepływając na pełnej mocy silnika popełnimy najmniejszy błąd.

 

Tam Wisła nie służy do pływania, tylko do chłodzenia.

Bo decydenci od Wisły nie wsiedli z nami do łodzi. Kluczowe, by jak najwięcej osób zaprosić do towarzyszenia nam w tej drodze po Wiśle. Jeśli decydenci daliby się namówić na przynajmniej trzydniowy rejs, podróż z nami, to gwarantuję, że zmieniliby podejście do tego tematu. Inaczej by na rzekę spojrzeli.

 

Tegoroczny flis kiedy zaczęliście?

Pod kwietnia ruszyliśmy, ale płyniemy wolno. Celem jest Gdańsk. 27 maja musimy być w Gdańsku, bo 28 inauguracja Flow/Motława, czyli zaczynamy plener płynąc w górę rzeki z artystami, szczerze mówiąc głównie z artystkami, które będą się wymieniały na różnych odcinkach. Mogą po drodze tworzyć, mogą coś robić, ale nie muszą, mają chłonąć, czuć ten flow, czyli przepływ, czuć rzekę. Tak płyniemy do Sandomierza. A potem wracamy.

 

Czyli, krążycie po Polsce nadwiślańskiej szukając ciekawych imprez?

Albo sami je organizujemy. W najbliższym czasie mamy jeszcze wianki w Warszawie. Potem Sandomierz, potem Festiwal Wisły we Włocławku, Ciechocinku, Toruniu.

 

Wracając do rejsu przez Europę. Gdzie poza Polską są piękne brzegi, bo przecież nie wszędzie są kanały.

Są, są. Ale uładzone raczej. Typ parku francuskiego, a my tu mamy raczej park angielski. Tam jest ordnung. Dopiero Loara jest jak Wisła, a nawet bardziej jak San. Loara jest faktycznie podobna do Wisły, tylko bardziej kamienista. Francuzi sami przyznają, że wybrali z Loary piasek, wyeksploatowali ją. Tam jest kamieniste dno, skały wystają. Trudno nawigować. Dopiero dalej, w stronę Atlantyku, Loara jest uregulowana. Ale ma długi odcinek zupełnie nieuregulowany. I właśnie tamtędy płynie się do Orleanu. Ten odcinek jest najfajniejszy. Były też bardzo piękne odcinki w Ardenach. Ta część walońska jest przepiękna. Zamiast popłynąć na północ, w stronę Brukseli i kanałami z północy zajechać do Paryża, myśmy popłynęli na południe, przez Walonię. Przepiękne brzegi, zielone, wygląda to jak Bieszczady, jak przełomy w Bieszczadach, ale rzeka jest szeroka. Są zamki, są przepiękne miasteczka. I szlak twierdz z I wojny światowej, więc jest to też szlak historyczny. Te widoki wspaniałe i szczególny klimat mamy przez paręset kilometrów. A trudne jest to, że musisz się śluzować. 160 śluz jest na tej trasie, głównie we Francji.

 

Sprawnie to idzie?

Sprawnie. Dostajesz pilota, sam sobie śluzę otwierasz, wszystko jest bardzo proste - trach, trach, niebieski pręt, czerwony, śluza się zamyka, trach, woda wypływa, płyniesz dalej. Tam dbają o każde drzewo.

 

Bo mają mało drzew.

Właśnie. I piachu mają mało w rzece i mało drzew, a my to wszytko jeszcze mamy. Więc szkoda każdego dnia myśleć, że musimy komuś dorównać. To my mamy prawdziwe bogactwo. Francuzi tu, w Polsce, byli i bardzo im się podobało. Bardzo chcą tu przypłynąć i prędzej czy później przypłyną. Oni czują Wisłę, czują tę rzekę.

 

A czym ona jest? Ta rzeka?

Bazą, podstawą naszej egzystencji. Trzeba w to wchodzić stopniowo. Nawet jak najpierw się tego nie wyczuwa, a potem nie umie nazwać, to w końcu się pojmie. Można też zacząć od pływania na żaglu, możesz wyjść od tego, że inspirujące są tu widoki. Jest wiele dróg do rzeki. Wystarczy do niej się otworzyć. Potem już samo pójdzie.

 

A w takiej krypie, jak ten galar, co jest?

To, że taka krypa jest szeroka i bardzo bezpieczna. Jest jak dom, jest tu miejsce na kuchnię, sypialnię, salon, co chcesz. Powierzchnia ponad 40 metrów, można tu się dobrze urządzić i dzięki temu można też wpuścić dzieciaki od najmłodszych lat i nie bać się, że się krypa chybnie i wpadniemy do wody. Nawet, gdy podczas inscenizacji bitwy na Wiśle w Toruniu, w październiku ubiegłego roku, dostaliśmy strzała i petarda wywaliła nam dziurę w dnie - nic się specjalnego nie działo. Ja mówię do Marcina, który powoził, że może... płyniemy do brzegu. A on: No coś ty? Przecież dopiero się zaczęło! To były pierwsze minuty bitwy. Więc kolega Grzegorz Bigaj, chłop o solidnej posturze, postawił pniak w tej wyrwie, usiadł i przytrzymał swoim ciężarem wodę. A myśmy ją wylewały. Nawet w pełni zalany galar i tak by nie utonął. Jest z drewna.

 

Marzy Ci się coroczny Flis Królewski składający się z, powiedzmy, 40 galarów?

Mam mieszane uczucia. Turystyka jest fajna, ale nie masowa. Z drugiej strony, nie ma się co martwić. Wcześniej tak myślałam, że przyjdą ludzie tam, gdzie są ptaki i bobry i Zakopane zrobią. Ale na szczęście, ruszenie na rzekę, to jest tak duże wyzwanie, że do tego trzeba się starannie przygotować. A kto się nie przygotuje, ten zrezygnuje. Stopniowo ludzie zaczną się wiślanie edukować, dzieciaki z rodzicami zaczną pływać i nauczą się. To wszystko kwestia kultury. Przecież możesz zabrać ze sobą saperkę, by przykrych śladów nie zostawiać.

 

Jakie masz wiślane marzenia?

Marzy mi się bania na wyspie, sauna indiańska. Zrobiliśmy coś takiego kiedyś. Łaźnie naturalne, wiślane mogłyby funkcjonować. Albo latryny kulturalne. Jeżeli rzeka ma funkcjonować turystycznie na większą skalę, to muszą być podstawy. Rzeka, Wisła, jest dla tych bardziej świadomych, którzy podchodzą do niej jak do świątyni.

 

Gdzie się zdejmuje buty?

Nawet.