Menu

Legenda Floty Jarmeryka

Polscy Wikingowie są najszybsi

Nazywają go Jarmeryk. Imię odziedziczył po słynnym wodzu Wikingów. Już w latach 70. mówiono tak na niego. Człowiek - legenda. Cały polski ruch wikiński, czyli popularne w wielu kręgach, a celebrowane podczas corocznych festiwali na Wolinie, odtwarzanie kultury Wikingów, którzy docierali swymi niesamowitymi łodziami wiosłowo-żaglowymi wgłąb dzisiejszej Polski - to jego sprawka. Marek "Jarmeryk" Szabliński był pierwszym polskim Wikingiem. I do dziś pozostaje duchowym przywódcą tego ruchu.

A ciekawe jest to, że wszystko zaczęło się od... polityki, a dokładnie studenckich protestów. W 1968 roku Szabliński studiował polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Był w grupie aktywistów, która wybierała się na wiec na Uniwersytecie Warszawskim.

- Wszystkich kolegów zatrzymała esbecja na dworcu kolejowym, choć każdy wsiadał do innego wagonu - wspomina. - Ja szybko biegałem, więc uciekłem. Ostatecznie dotarłem na wiec. A potem miałem problemy. Dzięki dziekanowi Gumińskiemu dostałem na pierwszym roku dziekankę na chorą matkę i poradzono mi zmykać z Torunia na Mazury. Wtedy, na tej przymusowej dziekance, zacząłem wikingować.

Podejrzewa, że zainteresowanie kulturą Wikingów odziedziczył po prababce pochodzącej ze Skandynawii. Ale - jak zapewnia - nie trzeba szukać tam korzeni, by naśladowanie Wikingów wciągnęło. Współcześni polscy Wikingowie, choćby ci ze słynnej Floty Jarmeryka, cenią sobie wikińską wolność i zasady panujące na łodzi, gdzie wszyscy ciężko, ale wyjątkowo zgodnie, pracują wiosłami.

O polskich Wikingach zrobiło się głośno już w 1968 roku, gdy prasę obiegły zdjęcia łodzi stylizowanej na wikińską pływającej po jeziorze Narie koło Morąga.

- Z rybackiej krypy ją zrobiliśmy, dobudowałem wikińską rufę, dodaliśmy maszt i żagiel rejowy. Pływaliśmy na słynną Wyspę Duchów. Tam założyliśmy port i zaczęliśmy budować domki z trzciny - wspomina. - Szykowaliśmy się do rejsu marzeń - Wisłą z Krakowa do Gdańska.

Udało się to przeprowadzić w 1971 roku. Wspaniała łódź "Świętosława", będąca pomniejszoną dwukrotnie kopią skandynawskiego oryginału, przepłynęła całą Polskę.

- Mieliśmy masą przygód. Głównie z Milicją Obywatelską, która nie wiedziała co z nami począć, bo do niczego jej nie pasowaliśmy - dodaje. - W Zawichoście przyczepili się o to, że nie mamy numeru rejestracyjnego na łodzi. My jesteśmy historyczni - odpowiadamy. W czasach Wikingów żadnych numerów nie było. Zegarków też nie było, więc ich nie mamy. Nic nie pojęli.

Dobrze za to Jarmeryk wspomina odcinek Wisły, na którym odbędzie się Festiwal Wisły.

- Ugoszczono nas w Bobrownikach, gdzie trafiliśmy po burzy. W Nieszawie częstowano mlekiem. Kilka dni staliśmy w Toruniu. Przybiliśmy do bulwaru, już wtedy betonowego, na wysokości ul. Mostowej - dodaje. - Ja wtedy studiowałem na UMK, wpadłem więc zobaczyć znajomych.

Kolejny raz całą Wisłę Jarmeryk przepłynął w 1997 roku, tuż po powodzi tysiąclecia.

- To było niezwykłe. W 1971 roku mówiono, że woda w Wiśle była najniższa od 300 lat, a w 1997 najwyższa od 500 lat. Wtedy płynęliśmy "Świętosławą II". Wisła była o wiele czystsza. Choć jeszcze sporo jej brakowało do dzisiejszego stanu, gdy wreszcie bez obaw można się kąpać.

Flota Jarmeryka pływała też Bugiem, a najpopularniejsza jest na Wolinie. Od 2005 roku dysponuje łodzią klasy absolutnie światowej. Chodzi o 18-metrowego "Morąga" - kopię historyczną tzw. mniejszej łodzi wojennej znalezionej na dnie Roskilde Fiordu, wejście do którego blokowano w XII wieku zatapiając wiele jednostek.

- "Morąg" jest rejestrowany jako jednostka morska i jest dziś najszybszą na świecie łodzią wikińską - zachwala Jarmeryk. - Duńczycy zbudowali również historyczną replikę tego samego pierwowzoru. W załogach mamy po 26 wioślarzy i sternika, ale nasz "Morąg" osiąga na wiosłach 7,6 węzła, a Duńczycy 5,5.

Właśnie "Morąg", "Świętosława II" i najmniejsza "Mirasława" przybędą na Festiwal Wisły. Warto dodać, że polscy Wikingowie nie używają silników. Ich flota korzysta tylko z wiatru, nurtu i siły ramion wioślarzy. Strawę załogi gotują też tradycyjnie na ognisku. Podziwiać ich będzie można 12 sierpnia we Włocławku, 13 sierpnia w Ciechocinku, a 14 i 15 sierpnia w Toruniu.